Raków Częstochowa w centrum konfliktu. Trzy wersje wydarzeń po turnieju młodzieżowym


Oskarżenia o prowokacje, agresję i brak fair play zderzają się z zaprzeczeniami i nagraniami wideo. Co naprawdę wydarzyło się na turnieju La Future Stars?

27 stycznia 2026 Raków Częstochowa w centrum konfliktu. Trzy wersje wydarzeń po turnieju młodzieżowym
Live Adventure

W dniach 23-25 stycznia 2026 roku w Zabrzu odbył się turniej U-16 La Future Stars. To miał być turniej piłkarski. O jakości szkolenia, o odwadze w pojedynkach, o tym, kto szybciej dojrzeje do grania „na wynik” bez tracenia głowy. La Future Stars kończy się jednak nie tabelą i medalami, a konfliktem, który rozlał się poza murawę. Kończy się oskarżeniami o prowokacje, wulgarne gesty, presję psychiczną, bójkę w końcówce i co najbardziej niepokojące o przekroczenie granic, których w futbolu dziecięcym nie powinno być nigdy.


Udostępnij na Udostępnij na

W centrum sporu znalazł się Raków Częstochowa. Po drugiej stronie Ruch Lwów, który w ostatnich miesiącach pozostaje w sporze także z Lechią Gdańsk w sprawie nieudanego transferu Witalija Romana, oraz FK LNZ z Czerkas. Każdy mówi co innego. Każdy jest „tą stroną, która nie zaczynała”. A prawda? Jak to zwykle bywa, gdy emocje wygrywają z faktami na razie nie ma jednego adresu.

Ruch Lwów: „Szanujemy Polaków. Ale to, co zrobił Raków, jest nie do przyjęcia”

Jako pierwszy publicznie wypowiedział się Volodymyr Bezubyak, dyrektor Akademii Ruchu Lwów. W klubowym materiale podkreślił, że Ruch przyjechał do Polski osłabiony kadrowo, a sam turniej ocenia jako prestiżowy i sportowo wartościowy. Punkt zwrotny według jego relacji nastąpił przy meczu z Rakowem.

Bezubyak twierdzi, że jeszcze przed półfinałem jego zespół miał zostać uprzedzony przez inne ukraińskie drużyny, które wcześniej grały z Rakowem, że mogą pojawić się prowokacje. W jego wersji wydarzeń problem nie dotyczył „polskich drużyn” jako takich, bo z innymi uczestnikami turnieju Ruch miał funkcjonować normalnie tylko konkretnie zespołu z Częstochowy.

Najpoważniejsze zarzuty z ukraińskiej strony dotyczą atmosfery i zachowań pozasportowych. Bezubyak mówi o obraźliwych słowach wobec Ukraińców i Ukrainy, o usprawiedliwianiu rosyjskiej agresji oraz o nieprzyzwoitych gestach, które miały się powtarzać.

W tej relacji pojawia się też wątek boiskowy: Ruch przyznaje, że kończył mecz w osłabieniu, ale jednocześnie wskazuje na presję psychologiczną i kontrowersyjne – jego zdaniem – sędziowanie („sporne epizody na korzyść polskiej drużyny”). Kulminacją miał być incydent w końcówce. Bezubyak opisuje masową bójkę i dodaje, że analogiczna sytuacja miała wydarzyć się wcześniej w meczu Rakowa z LNZ.

Ruch kończy przekaz twardo: deklaruje, że nie będzie grał z Rakowem w kolejnych turniejach, dopóki – w ich ocenie – klub nie przeprosi i nie wyciągnie wniosków.

FK LNZ: „Tak, doszło do spięć. Ale w kwestii godności dzieci nie ma kompromisów”

Wkrótce po wypowiedzi Ruchu swój komunikat przekazał Wasyl Kayuk, dyrektor generalny FK LNZ. W jego stanowisku pojawiają się dwa równoległe tory.

Pierwszy bardziej „porządkujący”. LNZ przyznaje, że podczas meczu akademii dochodziło do spięć i że w takich sytuacjach odpowiedzialność bywa po obu stronach. Klub deklaruje, że ze swoimi zawodnikami przeprowadzono rozmowy wychowawcze.

Drugi tor jest znacznie ostrzejszy. LNZ twierdzi, że nie zaakceptuje żadnych form poniżania czy agresji wobec dzieci i wobec Ukrainy. W komunikacie pada też mocny kontekst wojenny. Kayuk stwierdza, że na froncie walczy 25 rodziców wychowanków klubu oraz stwierdza, że przejawy pogardy, wobec tego są niemoralne.

Najcięższe oskarżenie LNZ dotyczy zachowania osoby dorosłej. Według komunikatu klubu jeden z przedstawicieli sztabu Rakowa (wskazywany jako trener bramkarzy) miał dopuścić się fizycznej ingerencji wobec młodych zawodników LNZ. LNZ zapowiedział działania formalne poprzez kontakt z Rakowem i skierowanie sprawy do instytucji piłkarskich, a do czasu odpowiedzi wstrzymanie meczów akademii LNZ z Rakowem.

Raków Częstochowa: „Treści te całkowicie mijają się z prawdą!”

Raków odpowiada w zupełnie innym tonie. Klub ocenia, że publikowane treści „mijają się z prawdą” i szkodzą wizerunkowi akademii oraz młodych zawodników.

Kluczowe jest to, że Raków odwraca wektor odpowiedzialności.

W meczu przeciwko drużynie z Czerkas, to zawodnik drużyny przeciwnej uderzył w twarz naszego zawodnika piłką. Następnie za swoje zachowanie został ukarany zasłużoną czerwoną kartką. – mówi w rozmowie z nami Damian Markowski, rzecznik prasowy Rakowa.

Markowski odpiera również pozostałe zarzuty i przedstawia punkt widzenia Rakowa.

To sztab drużyny z Czerkas i Lwowa notorycznie obrażał członków naszego sztabu i zawodników zarówno słownie, jak i obscenicznymi gestami (między innymi pokazywanie środkowego palca). Na dowód frustracji drużyny z Czerkas, jeden z trenerów tej drużyny, po strzelonej bramce przez Raków, zamierzał podłożyć naszemu cieszącemu się ze zdobytej bramki zawodnikowi nogę.

Najmocniejszą częścią odpowiedzi Rakowa jest wskazanie na dwa materiały wideo. Klub twierdzi, że nagrania pokazują, że to rywale z Ukrainy dopuszczają się nieczystych i prowokacyjnych zachowań. Materiały wideo zamieszczamy poniżej.

Według relacji sztabu Rakowa, druga drużyna Ruchu widząc ten faul biła brawo faulującemu.

Na koniec rzecznik prasowy Rakowa dodaje:

Od początku turnieju drużyna ze Lwowa dopuszczała się prowokacyjnych zachowań, zarówno na boisku, jak i poza nim. Były to powtarzające się sytuacje. Agresywna gra, uderzenia bez piłki, reakcje ławki rezerwowych polegające na oklaskiwaniu brutalnych fauli oraz próby wywierania presji na sędziów. Mecz półfinałowy był kulminacją tychże zachowań, to zawodnicy drużyny ukraińskiej dopuszczali się prowokacji. Niedopuszczalne było również zachowanie członków sztabu szkoleniowego, którzy wielokrotnie wchodzili na murawę, wywierali presję na sędziach i przerywali przebieg spotkania. Takie działania rażąco naruszają podstawowe zasady rywalizacji sportowej i bezpieczeństwa zawodników.

Raków Częstochowa sprzeciwia się wszelkiego rodzaju niesportowym zachowaniom. Dla nas fundamentem rywalizacji jest szacunek i gra fair.

Dorośli przegrzewają mecz, a dzieci płacą rachunek

Można się spierać o interpretacje, można kłócić się o to, czyja narracja jest bardziej wiarygodna. Ale jest jedna rzecz, której nie da się obronić żadnym komunikatem. Jeśli dorośli trenerzy, działacze, opiekunowie realnie dokładali do ognia, to turniej młodzieżowy przegrywa z definicji.

Miało tu chodzić o szkolenie. O rozwój. O sportowe emocje na boisku. A stało się o tym, kto kogo „zaczepił”, kto komu pokazał gest, kto kogo sprowokował, kto „uderzył”, kto „oddał”.

W takiej historii nie ma zwycięzców. Są tylko strony, które próbują wygrać narrację.

Co dalej? Tylko jedno. Wyjście z twarzą.

Jeśli ta sprawa ma się skończyć inaczej niż wojnami oświadczeń, to potrzebne są trzy kroki. Niezależna dokumentacja (organizator + sędziowie + protokoły + pełne wideo), publiczne stanowisko po weryfikacji, a nie „na emocjach” oraz wyraźne standardy turniejów dziecięcych. Zero tolerancji dla przemocy, zero tolerancji dla politycznych prowokacji, zero tolerancji dla dorosłych, którzy nie panują nad sobą.

Jeśli to się rozmyje, zostanie tylko wstyd i złość, która wróci przy następnym turnieju. W kolejnym pokoleniu zawodników.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze